listy zadań, plany dnia, przeczytane książki, obejrzane filmy, odcinki seriali, poradniki, terapie, dzienniki, ćwiczenia, aplikacje na telefon, skreślanie i wyrzucanie różowych karteczek (pod spodem zawsze czeka kolejna pusta), diety, próby, postanowienia o odrzuceniu mięsa, cukrów i alkoholu (na jakiś czas, na próbę), duchowość motywowana pragmatyzmem i błahą celowością, zegarki, kalendarze, budziki, alarmy, przypomnienia, rozkłady jazdy, gotowe kanapki ze sklepu jedzone na ulicy, puste butelki po wodzie mineralnej, papierki po jakichś batonach albo wafelkach czekoladowych, dzień dobry, zbliżeniowo proszę, do widzenia, czasem miłego dnia, notatki, klucze od mieszkania, herbata, przejścia dla pieszych, szampony do włosów, żele pod prysznic, szczoteczki do zębów i maszynki do golenia, kontrole biletów, powiadomienia na social media, papierosy, pisuary, toalety, umywalki, puste plastikowe reklamówki z paragonami w środku, pogniecione ulotki z ulicy w kieszeniach, oferty supermarketów wrzucane do skrzynki na listy, cały ten syf budowany miesiącami po to, żeby przeciąć go skrzypcowym smyczkiem, ostrym wysokim dźwiękiem rozciąć i dać mu się wykrwawić.
a potem budować od nowa